W dniach 11-12 sierpnia 2007 roku odbył się V Rajd Szlakiem
Staropolskiego Żelaza. Jak co roku zorganizowany przez Komandora
Bartłomieja Jackiewicza. Start rajdu miał miejsce w jednej z kolebek
hutnictwa staropolskiego - Chlewiskach. Pierwsze z miejsc, które
odwiedziła kawalkada motocykli i samochodów było Muzeum Przyrody
i Techniki w Starachowicach. To tam mogliśmy zobaczyć muzealne
eksponaty hutnicze, jak również perełki motoryzacyjne takie jak
Stara 20, 25, czy nie lada gradka - terenowego Stara 266R. Tego,
który uczestniczył w X Rajdzie Paryż - Dakar. Równie
interesujące okazały się czterokołowe pojazdy zlotowiczów
począwszy od Fiata 600, poprzez Volkswagena Garbusa, Dacię po
skrzydlatego Chevroleta Bel Air. Dla wszystkich uczestników
zlotu oragnizatorzy zapewnili smakowity posiłek w postaci kiełbasek,
żurku, bigosu.
Z Muzeum Przyrody i Techniki przenieśliśmy się
na starachowickie szlakowisko - wzgórze usypane z hutniczych
odpadów. Tutaj czekały na nas atrakcje w postaci zawodów
sprawnościowych, których ukoronowaniem było wręczenie
nagród, dyplomów oraz pucharów. W zawodach
sprawnościowych za namową Komandora wszyscy wzięli udział.
Niestety w trakcie rozdawania nagród zerwała się
deszczowa nawałnica. Co prawda przez chwilę uniemożliwiło to dalszą
jazdę ale z pewnością nikomu nie zepsuło doskonałego nastroju. Dlatego
już po chwili wszystkie maszyny były w drodze do Nowej Słupii. Powitani
przy rogatkach miasta przez Stróżów Prawa, majestatycznym
defiladowym tempem wjechaliśmy na płytę rynku. W bardzo gościnnej
atmosferze przyjął nas Wójt Nowej Słupii, jak również
zgromadzona publiczność. Tutaj każdy odważny mógł zaprezentować
przed mikrofonem swój pojazd.
Po cześci oficjalnej udaliśmy się na zwiedzanie Muzeum
Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego, gdzie poznawaliśmy historię
hutnictwa. Region ten bowiem przed ponad 2 tysiącami lat był kolebką
wydobywania i wytapiania rudy żelaza.
Ponieważ pogoda ponownie zaczęła płatać nam figle,
pośpiesznie przez Bodzentyn i Suchedniów wróciliśmy do
naszej bazy, czyli Chlewisk.
Na zakończenie dnia, a może bardziej na rozpoczęcie
wieczoru zasiedliśmy do biesiady przy prawdziwym ognisku. Dla
niektórych zlotowiczów bezlitosny okazał sie pies Bartka,
a na imię mu Trol. Doskonale wtapiał się w tłum i nie miał żadnych
skrupułów na podstępne podkradanie jedzenia, nawet pośród
dzieci. Nocleg, jak na prawdziwych 'rycerzy' przystało spędziliśmy w
jednej z hal fabrycznych. Panowała tam iście swojska atmosfera.
Nazajutrz, wczesnym rankiem przy akompaniamencie
smacznego chrapania udało nam się jeszcze odbyć sesję fotograficzną i
przy ciepłych promykach słońca uwiecznić majestatyczne budynki
huty.
Niedziela była dniem
festynu. Zanim jednak się on rozpoczął, mieliśmy okazje zwiedzić
wnętrza i zobaczyć urządzenia pracujące w dawnej hucie. Na największą
uwagę zasługuje zwiedzanie wielkiego pieca oraz gichtociągu wodnego,
tzn. platformy z której wsypywano do wielkiego pieca rudę. Po wejściu
na samą górę platformy, naszym oczom ukazała się piękna panorama
okolicy.
Trasa V Rajdu Szlakiem Staropolskiego Żelaza liczyła dla nas 130
kilometrów. Ale jej uczestnicy zjechali się z
najróżniejszych zakątków Polski niejednokrotnie robiąc
dużą większą odległość. Liczymy na dalsze spotkania w tym miłym
regionie Polski. Na temat rajdu mogliście także poczytać w
październikowym wydaniu Świata Motocykli w artykule Marka Harasimiuka -
"A pies zeżarł kiełbasę".